Pokolenie FR2 …czyli faryzeuszy do kwadratu

Pokolenie FR2 …czyli faryzeuszy do kwadratu

grafika: CEL Portal Chrześcijański

Pokolenie FR2 … czyli faryzeuszy do kwadratu

Jeżeli zacząłeś czytać ten artykuł, spodziewając się jakiegoś pamfletu na tradycyjne kościoły, pewnie się rozczarujesz. Niestety, w trakcie lektury może się okazać, że jest to tekst o tobie. Jednak aby się o tym przekonać, proponuję ci zrobienie małego psychotestu.

PSYCHOTEST – CZY ABY NIE JESTEM FARYZEUSZEM (CHOCIAŻ NA PEWNO NIE JESTEM)

Odpowiedz „tak”, gdy poniższe stwierdzenie cię charakteryzuje, „nie”, jeśli się z nim nie zgadzasz (odpowiedzi i komentarz znajdziesz na kolejnej stronie).

  1. Jestem osobą stawiającą Boga na pierwszym miejscu w moim życiu.
  2. Dbam o dobre świadectwo swojego życia.
  3. Staram się mieć wśród ludzi dobre imię, aby nie kompromitować Boga i Kościoła.
  4. Unikam ludzi żyjących w jawnym grzechu.
  5. Nie pozdrawiam osób w mojej opinii żyjących nie po Bożemu.
  6. Nienawidzę grzechu i nie mogę siedzieć bezczynnie i bez protestu, gdy go widzę.
  7. W imię wyznawanych przeze mnie wartości jestem gotów walczyć nawet z przywódcami mojego Kościoła.
  8. Słucham tylko Boga, dlatego nie przyjmuję usprawiedliwień od ludzi.
  9. Jestem gotów publicznie zakwestionować nauczanie kaznodziejów, z którymi się nie zgadzam.
  10. Osądzam grzechy innych i uświadamiam nieuświadomionych, jeżeli oni tych grzechów nie widzą.

Jeżeli na większość z powyższych stwierdzeń odpowiedziałeś „tak” – GRATULACJE! – masz wspaniałe zadatki na faryzeusza, a nawet najprawdopodobniej nim jesteś. Jeżeli jednak masz ochotę czytać dalej – do czego cię zachęcam – zapraszam do lektury. Na pocieszenie mogę ci powiedzieć, że sam nie tak dawno zaliczyłem ten test na „tak”.

Na początek dobra nowina – w końcu na tym powinno polegać poselstwo Ewangelii – Jezus lubił faryzeuszy! Może nie zauważyłeś tego do tej pory w Biblii, ale uważniejsza lektura pokazuje, że nie tylko się z nimi zadawał, ale nawet był z niektórymi na „ty”, kolegował się z nimi, przyjaźnił, jadał z nimi, chodził do nich w gości, a co najciekawsze – w końcu za nich umarł!

Większość z nas wzdraga się na samą myśl o faryzeuszach. A już przyznanie się przed samym sobą do bycia faryzeuszem przekracza często nasze możliwości. Pewnie już zdążyłeś pomyśleć, że po prostu cwanie wmanewrowałem cię w tę fatalną samoocenę i że na wiele z przytoczonych powyżej stwierdzeń i apostoł Piotr odpowiedziałby „tak”. I masz rację. Rzeczywiście, nienawiść do grzechu czy dbanie o to, by być dobrym świadectwem dla innych, jest dobre i zgodne ze Słowem Bożym. Ale jakże często nawet nie zauważamy, kiedy przekraczamy cienką granicę między nienawiścią do grzechu a potępieniem grzesznika. Chcę ci więc pokazać, że istnieje druga, niewidzialna strona medalu zwanego pobożnością i od tego, którą z nich wykorzystujemy na co dzień, zależy tak naprawdę, kim jesteśmy w Bożych oczach. Jezus pokazywał właśnie tę drugą stronę.

Ale zacznijmy od początku. Kim byli faryzeusze, że to właśnie ich Jezus stawiał za wzór nie tylko religijnej hipokryzji, ale i postawy sprzecznej z założeniami chrześcijaństwa oraz swoim nauczaniem? I dlaczego to właśnie ich utożsamiamy z czymś tak jednoznacznie negatywnym? Otóż faryzeusze pojawili się w Izraelu na długo przed Jezusem i to jako ruch mający na celu przyniesienie odnowy moralnej upadłemu i oddalonemu od Boga narodowi. Ich celem było życie poświęcone Bogu, ortodoksyjne przestrzeganie przykazań i przepisów Tory, interpretacja i wykładanie Pism oraz nauczanie. Można powiedzieć, że cele prawie identyczne jak większości dzisiejszych nowo narodzonych chrześcijan. Ale… jak mówi pewna reklama, „prawie” czyni wielką różnicę. Na czym więc ona polega? Co takiego potępiał Jezus? Czy faryzeuszy? – Nie!

I tu dochodzimy do sedna – Jezus nigdy nie potępiał ludzi, ale zdarzało Mu się potępić ich postawy! Jakie postawy?

Po pierwsze – religijną pychę, czyli wywyższanie się w sercu lub publicznie nad innych, i obnoszenie się  ze swoją pobożnością.

Po drugie – formalizm, a przy tym brak zdrowego rozsądku. Przykład: Jakże często błędnie zakładamy, że Bóg patrzy na sprawy w ten sam sposób co my. Tymczasem wiele zachowań, o których myślimy jako o miłych lub niemiłych Bogu, to po prostu nasze wyobrażenia o Jego myśleniu. Mówimy, że to Bóg – a to tylko nasze kulturowe stereotypy – patrz muzyka w kościołach, sposoby ubierania się czy nowochrześcijańskie słownictwo. Czy myślisz, że Bóg naprawdę tak bardzo jak ty przejmuje się tymi sprawami?

Po trzecie – nacisk na zewnętrzne formy zachowania, lecz bez refleksji nad swoim wnętrzem.

Po czwarte – nieuzewnętrznianie tego, kim naprawdę jesteśmy, w obawie przed ludźmi. Przykład: Wchodząc do kościołów nakładamy charakterystyczne dla tych kościołów „maski pobożności” – w jednych sztuczną powagę, w innych sztuczną radość. Czy tak postępował król Dawid?

I po piąte – przykładanie wagi do poznawania i studiowania Słowa, ale bez praktykowania go w codziennym życiu.

I to jest właśnie postawa, którą potępiał Jezus, i wierzę, że nienawidzi jej Bóg – legalizm w połączeniu z hipokryzją, a więc oszukiwaniem samego siebie, myśląc, że Bóg to kupuje. Nie kupuje! Nadal nie przyznajesz się przed Bogiem i ludźmi, kim jesteś?

Takich właśnie ludzi Jezus nazywa pobielanymi grobami. Tych, którzy się nie przyznają, że są grzesznikami jak inni. Tych, którzy nie napominają z miłością, ale mają czelność piętnować grzechy innych albo publicznie wytykać ich błędy czy potknięcia, ponieważ  myślą, że sami są lepsi. Tych, którzy oskarżeniami zabijają Bożych mężów i kobiety, choć sami nie są bez win, tych wreszcie, którzy odrzucają grzeszników – czy to braci – czy nie braci, ponieważ zadawanie się z nimi, jak sądzą, zaszkodziłoby ich reputacji „świętych”.

Ale Bóg nie szuka ludzi, którzy są klasą sami dla siebie, i gromady podobnych im klakierów. Bóg szuka grzeszników, którzy pomimo upadków chcą jednak iść za Nim. I posłał Jezusa, aby właśnie ich odnalazł. Bóg kocha grzeszników! Dlaczego więc ty nimi pogardzasz? Rzucając w nich kamieniami, niszczysz ich życie. Może myślisz, że przez to zmienisz świat. Ale tak się nie stanie. Nie możesz zmienić całego świata, ale możesz zmienić cały świat dla jednego człowieka. Możesz go zmienić w piekło albo w niebo. W co go zmieniasz, krytykując, potępiając, obmawiając i niszcząc, nawet w rzekomo słusznej sprawie czy w imieniu lub obronie Boga? Bóg sam się obroni, jeśli zechce. Inaczej nie byłby Bogiem.

Co się jednak stanie, jeżeli przestaniesz „rzucać kamieniami” z innymi? Jezus powiedział, że wcześniej czy później odrzucą cię i postawią pod ścianą. Wracając do naszego psychotestu. Zauważyłeś już pewnie, że w imię tych samych zasad, z założenia dobrych, można zacząć odrzucać innych albo zostać odrzuconym. To nasz sposób podejścia do ludzi decyduje, czy będziemy zaliczeni w poczet faryzeuszy czy nie.

Tak naprawdę wybór – być faryzeuszem czy nie – sprowadza się do jednej kwestii: odrzucać innych w imię chrześcijańskich zasad, czy wcześniej lub później samemu zostać odrzuconym przez tych, którzy nie rozumieją istoty pobożności. Co wybierasz? Jezus wybrał to drugie.

Marek Lipski

Masz pytanie?

Jakieś wątpliwości? Napisz do nas na pewno odpowiemy.